na wywiadówce byłam, pierwszy raz, a już się zdenerwowałam!! co prawda nie z powodu Prosionka (jeszcze) i nie będę tu pisać, dlaczego, bo szlachetnie zrobię dobrą minę do złej gry. w skrócie - nie ma pinindzy szkoła.. nędza w państwie polskim, i to nędza fatalna - szeroko pojęta.
Ale za to klimat wywiadówki przeuroczy - usiedliśmy wszyscy, w nabożnym oczekiwaniu, na tych ich maleńkich krzesełkach w sali 93. deszcz za oknem szemrał (zawsze pada jak tam jestem!), zmierzch zapadał, rozpoczęło się przemówienie pani dyrektor - upojne!- "proszę nie robić problemów, a jak już ktoś jakiś ma, to proszę formułować jasno i kulturalnie"
potem wystąpienie pani wychowawczyni...dobry Jezu, miała kobieta cierpliwość, jako i my wszyscy, przemawiać dwie ponad godziny zegarowe. Więcej nie idę. Siniaki mam od siedzenia na siedzeniu! Notatki poczyniłam, pięc stron zapisałam, załączyłam załączniki. Z tablicy przepisywałam, pani pisała, co ważniejsze, kredą, co to za nią płacimy - bo ni ma na kredę. Pisała pięknie, bardzo powoli, starannie, kiedy pani pedagog dyżur ma. Uprzejmie pytała, czy poprzednie zetrzeć może i czy już każdy przepisał. Ciemność zapadła za oknami, zapalono oświetlenie i cofnęłam się w czasie do 1988... przycupnięci, wszyscyśmy pisali..i pisali...i trójkę klasową wybierali (nikt nie chciał, więc wybierała jak popadnie, dobrze, ze usiadłam z tyłu i na czas wybierania przywarłam niemal do podłogi)
A z takich ostatnich niusów - będzie Prosionek tańczył hip hop. W poniedziałki:)
niedziela, 12 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz