wtorek, 24 sierpnia 2010

chciałam wrzucić zdjęcia z wyjazdu Janka z Natalią do Stegny, ale jest ich milion (tych zdjęć), więc wrzucam tylko część, za to okraszone Jaśka notkami:)

Oto opowieść o Stegnie - Strasznej Dziurze:)


2010-08-17 11:55:46
re:Stegna, czyli Straszna Dziura z drugiej strony odc. 1

miałem unikać tego miejsca do końca swoich dni,
ale skoro wszystko wraca, to i Straszna Dziura.
ta-daaam!
obudziłem się z ręką w nocniku
w sprawie wyjazdu z Natą na plażę.
nigdzie nic, tylko tam.

o, to nasza codzienne droga nad morze.
bliskośmy mieli, bardzo, tym razem.

a to morze w rzeczy samej.


początki były dość melancholijne.
snuliśmy się z Natą po plaży, zadumani,
a nadmorski wiatr rozwiewał nam włosy.


dla (utraty) równowagi
chwile refleksji przeplataliśmy
odrobiną plażowych akrobacji.



robiliśmy wszystko, co trzeba, żeby czuć się szczęśliwymi.


zbieraliśmy muszelki,
podziwialiśmy skupiska robaków jak klejnoty,
no, dobrześmy się bawili.


tu widać, że spaliłem sobie stópki na słońcu.
cieszcie się, że nie widzicie moich pleców.



2010-08-17 12:28:49
straszna Stegna odc. 2
bywałem typowym nadmorskim tatusiem,

bywałem też najgorszym ojcem świata.
taki lajf.

patent na otarcie łez
jest prosty jak plastikowy krążek.


o proszę, Nata prowadzi.
coż - ma lepszy doping.

o, zobaczcie, a to nasz pokój.
tzn. kawałek.
taki bardziej bardziej mój kawałek.


2010-08-17 12:57:57

Stegna odc.3
większą cześć dnia spędzaliśmy na plaży,
Nata uciekała przed falami,

albo skakała na takim czymś,
a ja doglądałem.
Popołudniami chodziliśy w stronę, no nie wiem,
miasta powiedzmy, kupić jakieś ohydztwo czy coś.



tak sobie właśnie spędzaliśmy czas we dwoje, aż do czasu.
do czasu, aż...

"Spójrz, mamy takie same wiaderka!"



No i dalej to wiadomo, co.




Stegna na nowo odc. 4
ojciec przestał istnieć.
od 8 a.m. do 8 p.m.
liczyła się tylko ona.
Koleżanka Martynka.
czasem też liczył się jej pies.
albo jej babcia, trochę.
o właśnie, babcia.
wybrzeże roi się od młodych, pięknych
i samotnych matek, poczytujących
Robbe-Grilleta w cieniu plażowych parasoli,
z córeczkami w wieku Natalii
kręcącymi się gdzieś w pobliżu,
to nie,
mi musiała przypaść babcia w udziale.
Na szczęście nie sama, tylko z wnuczką.


Taki stan rzeczy miał swoje wady, ale miał i zalety.
Skończyły się wspólne spacery z Natalią,
tylko we dwoje.
Jeśli chciałem np. przejść się z nią nad morze wieczorem,
po całym dniu spędzonym na plaży
w towarzystwie koleżanki i jej babci,
Nata leciała po koleżankę,
koleżanka zabierała babcię,
babcia psa, itd.
Jeśli chciałem zjeść z Natalią gofra,
babcia kupowała koleżance bardziej wypasionego,
a wtedy Nata nagle chciała z tym samym kapiącym czymś.
Wiecie, jak to jest.
Ale były i dobre strony.
Kiedy Dziewczyny (w zasięgu wzroku) robiły to,
co dziewczyny lubią robić,
ojciec mógł zająć się tym,
co ojcowie.


ops, sorki, zły slajd.





o, to to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz