poniedziałek, 7 grudnia 2009

mikościema

Wszedl przez okno. Prezent zostawił na parapecie. No ok.
Ze wszech miar jednakowoż budził w mym dziecku lekkie podejrzenia.

W obliczu prezentów ta historia jednak schodzi na dalszy plan. Potem jest już tylko Chojark, skakanie łóżku, spiewy, dzikie wrzaski aż do wieczora..ale.
No włanie.
Tu następuje fragment Z Moralem.
Mając dziecko, trzeba być niezwykle ostrożnym, moi drodzy, w doborze słów.
Nieopatrznie napomknełam kiedy o "prezencie mikołajkowym od MAMUSI", co natychmiast mi wyleciało z głowy, a mała zdawała się w tym momencie nie słyszec..
Tymczasem wiele dni później, włanie w owy dzien mikołajokowy obfitujący we wrazenia, póznyum wieczorem, zadowolone dziecko leży w łóżeczku, bajka przeczytana, swiatło zgaszone...uff..usiłuje wymknąć się niepostrzerzenie, i w momencie gdy chwytam za klamke słysze:
- mamo.
(aha!)
- tak kochanie?
- mamo. a gdzie prezent dla mnie.
- natalka, dostalas prezent..nie przesadzasz?
- tak, ale gdzie od Ciebie. TEN był od mikołaja..a TY MÓWIŁAS że masz dla mnie prezent. gdzie on jest?
(o szit)
- hm - mowie.. -hm hm.. no wiesz, ten, który dostalas byl w sumie wspólny.. ode mnie i od mikołaja, bo wiesz, jak to z nim uzgodnilam!! i tego..
Dziecko przygląda mi sie chwile po czym oznajmia:
- "cos mi sie wydaje, ze on dzis TEŻ przyjdzie. ten...mikołaj." - i patrzy na mnie, wiecie jak.
HYHHH!!!

Głupio mi, no ale cóz. Wytlumaczylam dzis rano, ze gdyby "mikolaj" tak codziennie przychodzil, to by mu nic nie zostalo na gwiazdke, a chyba przykro byloby natalce, gdyby wtedy wlasnie nie przyszedl.
bo wiecie co ma przyniesc:)
oczywiscie.
Kuca pony i PET SHOPY.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz